Kojarzony głównie z Krakowem minister sprawiedliwości Jarosław Gowin wystąpił z pomysłem deregulacji zawodu przewodnika turystycznego, powodując natychmiast ogromne wzburzenie w podwawelskim środowisku ludzi zawodowo trudniących się oprowadzaniem wycieczek.
Wprawdzie szczegóły tej inicjatywy nie są jeszcze znane, ale nietrudno się domyślić, że nowemu ministrowi chodzi o otwarcie dostępu do tego zawodu, podobnie zresztą jak do wielu innych. Krakowscy przewodnicy (a jest ich obecnie około 1200) obawiają się, że takie zmiany mogą wpłynąć na radykalne pogorszenie jakości wykonywanych usług. Do tej pory obowiązuje  bowiem ostry system selekcji, który tak opisano na stronie internetowej Telewizji Kraków:
         Aby dostać się do grona przewodników, należy ukończyć roczny kurs a następnie zdać egzamin, który nie uchodzi za łatwy.  Dopiero po zdanym egzaminie kandydat na przewodnika otrzymuje od marszałka stosowne uprawnienia. Za odpłatne oprowadzanie po Krakowie bez legitymacji można dostać mandat.”
          Obrońcy swoich dotychczasowych uprawnień spod Wawelu powołują się na przykład wielu zabytkowych miast z całej Europy, w których funkcjonuje specjalna policja turystyczna, pilnująca aby po określonych miejscach nie mogli oprowadzać wycieczek ich piloci, leczy tylko miejscowi przewodnicy. Tak samo powinno być w Krakowie, co nie oznacza, że ktoś spoza dawnej stolicy Polski nie może ukończyć wspomnianego wyżej kursu i zdać egzaminu. Zazwyczaj jest jednak tak, że po danym mieście oprowadzają niemal wyłącznie mieszkający w nim przewodnicy.
          Czyżby minister Gowin miał zamiar dokonać rewolucji w tej materii, co wywołałoby zapewne protest przewodników także w wielu innych polskich miastach?